Liczba zdjęć: 2400

Andrzej Łapicki

aktor, reżyser

Zobacz galerię


Biogram:
„Z pewnością mogę powiedzieć, że film to niespełniona dziedzina mojej działalności. Nie dostarczył mi dostatecznej satysfakcji. Poza Saltem, Jak daleko stąd, jak blisko i kilkoma filmami Andrzeja Wajdy (na czele z Weselem, które zawsze będzie aktualne) nie wypowiedziałem się jako aktor filmowy w pełni, nie zaistniałem (...) jako reprezentant swojego pokolenia. Film to moja nie wypełniona karta” – wyznał aktor na łamach miesięcznika „Teatr” (nr 1/1995). Krytycy i widzowie mają na ten temat odmienne zdanie.

Urodził się 11 listopada 1924 roku w Rydze – zmarł 21 lipca 2012 roku w Warszawie. Aktorskiej profesji uczył się podczas wojny na zajęciach tajnego Państwowego Instytutu Sztuki Teatralnej. Egzamin eksternistyczny zdał w 1945 roku i natychmiast związał się z Teatrem Wojska Polskiego w Łodzi (1948-1949), następnie przeniósł się do Warszawy, gdzie występował w teatrach: Współczesnym (1949-1964, 1966-1972), Dramatycznym (1964-1966, 1982), Narodowym (1972-1980, 2010), Polskim (1983-1989). Był także świetnym pedagogiem, w latach 1971-1981 pełnił funkcję dziekana Wydziału Aktorskiego, a w latach 1981-1987 i 1994-1996 – rektora warszawskiej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej.

Zagrał w ponad pięćdziesięciu filmach i serialach telewizyjnych, był także lektorem Polskiej Kroniki Filmowej oraz kilkudziesięciu filmów dokumentalnych. Po raz pierwszy jego głos zabrzmiał w 1945 roku w dokumencie Tadeusza Makarczyńskiego Łopuszna, ziemia nieznana, a jego osobę można było dostrzec na ekranie rok później – jako wykonawcę wyroku na skrzypku konfidencie – w Zakazanych piosenkach (1946) Leonarda Buczkowskiego. Na pierwszą główną rolę musiał poczekać jednak blisko 15 lat. Dostał ją od Jerzego Passendorfera w Powrocie (1960), gdzie wcielił się w „Siwego”, byłego akowca, uczestnika powstania warszawskiego, który po latach przyjeżdża do stolicy w poszukiwaniu dawnych przyjaciół, odświeżenia dawnych, wspólnych wspomnień. W roku następnym zagrał główną rolę – młodego mężczyzny przechodzącego psychologiczną metamorfozę – w rozgrywającym się podczas bombardowania Drezna dramacie Jana Rybkowskiego Dziś w nocy umrze miasto (1961). Ten reżyser obsadził go również w wiodących rolach w swych następnych filmach: Spotkaniu w Bajce (1962), Naprawdę wczoraj (1963), Sposobie bycia (1965). Znakomitą kreację – podobnie jak i jego partnerzy – stworzył w Życie raz jeszcze (1964) Janusza Morgensterna, toczącej się w pierwszych powojennych latach, pełnej dramatycznych zwrotów opowieści o trójce bliskich sobie ludzi –  żarliwym komuniście (Tadeusz Łomnicki), polskim lotniku z RAF-u (Andrzej Łapicki) i młodzieżowej działaczce (Ewa Wiśniewska).

Interesujące są jego role w filmach Tadeusza Konwickiego: pijaka Pietucha w Salcie (1965), groteskowej opowieści poświęconej „nam samym” – jak ujął to lapidarnie odtwórca głównej roli – Zbigniew Cybulski, polemizującej z dokonaniami Polskiej Szkoły Filmowej, finałową sceną nawiązującej do słynnego chocholego tańca z Wesela Stanisława Wyspiańskiego, Andrzeja – protagonisty Jak daleko stąd, jak blisko (1971), przejmującej podróży w głąb samego siebie, w której jawa miesza się ze snem, rzeczywistość z fantasmagorią, oraz cara w śnie Senatora w Lawie (1989). W dużej mierze role te korespondują z kreacjami, jakie stworzył w filmach Andrzeja Wajdy. We Wszystko na sprzedaż (1968) zagrał również Andrzeja, reżysera filmowego, kręcącego właśnie film pod tym tytułem, którego bohaterami uczynił swoich przyjaciół, a rzeczywiste losy splatały się w nim z wymyśloną fabułą. Wajda najczęściej przenosi na ekran utwory literackie. Tym razem scenariusz – zainspirowany tragiczną śmiercią Cybulskiego – napisał sam. Łapicki często występował w filmach Wajdy: w Weselu (1972) zagrał Poetę, w Ziemi obiecanej (1974) – Trawińskiego, w Pannach z Wilka (1979) – doktora, w Panu Tadeuszu – księdza (1999). 

„Aktor nigdy nie wykroczy poza siebie. Tadeusz Łomnicki, który przylepiał sobie różne nosy, zakładał peruki, wrzeszczał, pluł i wyciągał flaki na wierzch, pozostawał cały czas sobą, Łomnickim. Aktor jest instrumentem dla siebie, gra sobą. Steinway pozostaje zawsze fortepianem, może wydawać najwyżej trochę inny dźwięk, w zależności od tego, kto i jaką melodię na nim wygrywa” – powiedział w wywiadzie dla „Teatru” (nr 12/2008).


Jerzy Armata
źródło: www.akademiapolskiegofilmu.pl
 



Rodzaj zdjęć::
Kolor zdjęć::
Charakter:

Powiązane tematy:
Zdjęcia: